wzrastające koszty pracy

Jak wiadomo, pracownicy to nieodzowny element całej biznesowej układanki. Aby rozwijać swoją działalność, nie ma innej rady – trzeba ich zatrudniać. Problemem mogą okazać się wzrastające koszty pracy.

Wzrastające koszty pracy

Koszty związane z zatrudnieniem pracowników w Polsce są jednymi z najwyższych w Europie. Mimo tego, że jest źle, problem ten wydaje się jeszcze bardziej pogłębiać. Widać to na przykładzie wyliczeń ekspertów. W drugim kwartale 2019 roku koszty pracy wzrosły o 7,8 %. Najbardziej bulwersuje fakt, że tracą na tym obie strony zawierające umowę. Zarówno pracodawca, jak i pracownik, mogą czuć się poszkodowani. Ten pierwszy poniesie druzgocące koszty związane z zatrudnieniem, przez co ten drugi nie dostanie zadowalających pieniędzy „na rękę”. Usatysfakcjonowane może być tylko państwo, które poprzez systematyczne podnoszenie pensji minimalnej zwiększa wpływy do budżetu.

Brutto to nie netto 

Zanim zaczniemy narzekać na swoją pensję, uświadommy sobie, że to, co dostajemy co miesiąc na swoje konto bankowe, to zaledwie część tego, co nasz pracodawca nam płaci. Należy dodatkowo uwzględnić:

  • składkę emerytalną (9,76 %)
  • wkład chorobowy (2,45 %)
  • składkę rentową (1,50 %)
  • opłatę zdrowotną (9 %)
  • podatek dochodowy (17 %)

Wszystkie powyższe koszty obliczane są na podstawie kwoty brutto. Wyjątkiem jest składka zdrowotna ustalana za sprawą sumy brutto pomniejszonej o ubezpieczenie społeczne i podatek dochodowy. Wydaje się sporo? To jeszcze nie koniec! Przedsiębiorca szacujący koszty zatrudnienia pracowników, nie może zapomnieć też o:

  • składce emerytalnej (9,76 %)
  • opłacie rentowej (6,50 %)
  • składce na fundusz pracy (2,45 %)
  • wkładzie wypadkowym (1,67 %)
  • składce na Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych (0,10 %)

Przykład z pensją minimalną

Jak to wygląda w praktyce? Obecna pensja minimalna w Polsce wynosi 2600 złotych brutto. Niestety, w portfelu pracownika znajdzie się tylko 1920, 62 złote. Co więcej, łączny koszt pracownika dla pracodawcy wyniesie 3132, 48 złote. Pracownicy poniżej 26. roku życia dostaną „na rękę” 2041, 62 złote.

Umowa zlecenie

Aby pracodawca miał szansę na opłacalność biznesu, nierzadko musi szukać oszczędności kosztem pracownika. Jednym z najpopularniejszych sposobów na jest proponowanie umowy zlecenie zamiast tej o pracę. Szczególnie korzystne są one dla osób, które nie przekroczyły 26. roku życia. Wówczas (jeśli pracownik posiada status osoby uczącej się) kwota netto równa się kwocie brutto. Pracownicy mający powyżej 26 lat nie skorzystają już z tego typu „ulgi”, a koszty utrzymania ich stanowiska pracy będą takie same, jak w przypadku zatrudnienia na umowę o pracę.

Płaca minimalna w górę od przyszłego roku

płaca minimalna

Płaca minimalna ma wzrosnąć. Przynajmniej tak wynika z projektu rozporządzenia Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Zakłada on podniesienie pensji Polaków do poziomu 2800 złotych brutto. Jego wejście w życie planowane jest od 1 stycznia 2020 roku.

Płaca minimalna w górę

Oprócz podniesienia płacy minimalnej (w skali miesiąca), planuje się też zmianę stawki godzinowej. Od przyszłego roku ma ona wynosić 18,30 złotych brutto. Szacuje się, że na zaplanowanych podwyżkach zyska około 1,7 miliona pracowników, otrzymujących do tej pory najmniejsze możliwe wynagrodzenie. Ich realne pensje (to, co w portfelu) wzrosną o 140 złotych – z 1920 zł do 2060 zł.

Problem pracodawców

Niestety, najbardziej na planowanej podwyżce ucierpią pracodawcy. Już w tej chwili koszty utrzymania pracowników stanowią nie lada wyzwanie dla małych i mikroprzedsiębiorstw, a po ich podniesieniu może być jeszcze trudniej. Szacuje się, że całkowity koszt podwyżek dla dużych firm to 826,2 mln złotych. W przypadku małych, średnich i mikroprzedsiębiorstw to aż 3,04 mld złotych.

Obietnice a rzeczywistość

Przypomnijmy, politycy partii rządzącej przed ostatnimi wyborami parlamentarnymi zapowiadali wzrost płacy minimalnej. Miały one wynosić 3 tysięcy złotych na koniec 2020 roku i do 4 tysięcy złotych na koniec 2023 roku. Już teraz widać, że prawdopodobnie nie będzie to możliwe.

Prognozy dotyczące stopy bezrobocia w 2021 r. prezentowane przez ekspertów krajowych i międzynarodowych wskazują na to, że efekt epidemii będzie odczuwalny przede wszystkim w 2020 r., zaś w 2021 r. sytuacja powinna się ustabilizować lub poprawić. Podwyższenie minimalnego wynagrodzenia za pracę pozytywnie wpłynie na sytuację finansową gospodarstw domowych, podnosząc dochody pracowników wymagających szczególnej ochrony w czasie kryzysu wywołanego epidemią COVID-19 – można przeczytać w projekcie.

Związkowcy więcej, przedsiębiorcy mniej

Rozwiązanie zaproponowane przez stronę rządową nie spodobało się wszystkim. Związki zawodowe oczekiwały kwoty równej 3100 złotych brutto. Przedstawiciele przedsiębiorców 2600 złotych brutto – takiej, jaka obecnie obowiązuje, jeśli chodzi o regulację płacy minimalnej. Nie chcąc podwyżek, argumentowali to trudnym czasem w gospodarce, która przez pandemię koronawirusa zdecydowanie zwolniła.

Nierówność zawodowa kobiet i mężczyzn

Nierówność zawodowa kobiet i mężczyzn

Nierówność zawodowa kobiet i mężczyzn – co to takiego? Zaledwie 4 % Polek pełni funkcję prezesa, a 6 % zajmuje wysokie stanowiska zarządcze – wynika z badań przeprowadzonych przez firmę Spencer Stuart. Dlaczego nie potrafimy zaufać płci pięknej? Powodów jest wiele, dlatego postaramy się szczegółowo wyjaśnić każdy z nich.

Niepewność

W Polsce w dalszym ciągu kobiety nie zajmują stanowisk kierowniczych. Według socjologów za taki stan rzeczy w największym stopniu odpowiadają same zainteresowane. Mówi się, że Polki nie są wystarczająco pewne siebie, a często też brakuje im odpowiedniej dawki determinacji do osiągnięcia upragnionych celów zawodowych. Przez to, w konsekwencji tworzą się na ich temat niesprzyjające stereotypy, które później bardzo trudno obalić. Właśnie stąd wynika nierówność zawodowa kobiet i mężczyzn.

Życiowa dobroć złym drogowskazem

Za przykład ich wrodzonej skromności mogą posłużyć standardowe reakcje na otrzymywane komplementy. „Nie wyglądam dzisiaj tak pięknie, nie przesadzaj”, zakończenie tego projektu to nie moja zasługa, pracował na to cały zespół” – zazwyczaj odpowiadają. O ile w codziennym życiu skromność jest cenną i dobrze postrzeganą cechą charakteru, to w korporacyjnym wyścigu szczurów hamuje szeroko rozumiany zawodowy rozwój.

Marzenia wabiące

Okazuje się, że kobiety bardzo rzadko wyznaczają sobie długoterminowe cele. Udowodniono, że osoby z jasno sprecyzowanymi planami zdecydowanie częściej osiągają sukces. Zamiast myśleć długofalowo, Polki precyzują tzw. marzenia wabiące. Jest to ten typ marzeń, który mimowolnie przejmuje się od otaczającego nas otoczenia, np. od rodziny czy przyjaciółek. Mogą one przybrać postać zarówno materialną (przedmioty z telewizyjnej reklamy) lub też emocjonalną (wartości wyniesione z rodzinnego domu).

Przykładem marzenia wabiącego może być choćby przejeżdżający samochód. Ładny, szybki, luksusowy, przykuwający wzrok. Mimo tego, że nasz obecny nie jest najgorszy i się nie psuje, pragniemy czegoś innego. Kiedy już na niego zarobimy i zdecydujemy się sfinalizować wymarzoną transakcję, nagle okazuje się, że spełnia on dokładnie takie same funkcje, jak nasz poprzedni. Dojeżdżamy nim do pracy w taki sam sposób, na czterech kołach. Różnica jest jedynie taka, że w naszym portfelu brakuje kilkudziesięciu lub kilkuset tysięcy złotych.

Marzenia szepczące

Wnioskiem wyżej opisanych dywagacji wydaje się fakt, że realizacja marzeń wabiących nie gwarantuje długoterminowego spełnienia. Cieszymy się nimi tylko przez krótką chwilę, a później i tak wszystko wraca do normy. Sposobem na to może być głębsze wsłuchiwanie się w swoje wnętrze, co określane jest mianem marzeń szepczących. Są one ściśle powiązane z naszymi indywidualnymi talentami i osobowością. Polecane jest tutaj też częste czytanie książek, bowiem chwila wyciszenia i rozwoju wyobraźni może odpowiednio pobudzić nasze ciche marzenia i tym samym podpowiedzieć, czego tak naprawdę oczekujemy od życia.

Różnice zarobkowe

Różnice między kobietami a mężczyznami widoczne są też w wysokości zarobków. Według GUS-u Panie zarabiają od Panów średnio 700 złotych brutto mniej. Wynika z tego, że mężczyźni w jednym miesiącu – przykładowo – mogą zarobić przeciętnie 4705,63 zł, podczas gdy kobiety tylko 3971,13 zł. Na szczęście o wiele mniejsza dysproporcja występuje w wysokości stawki godzinowej. W tym przypadku płeć piękna może liczyć na niższą stawkę o 12,1 % (średnio 24,79 do 27,79). Co prawda, dalej jest to krzywdzące, ale tendencja do zacierania stereotypowych niesprawiedliwości wydaje się coraz bardziej widoczna.

Wiara w siebie  

Chcąc odnieść zawodowy sukces warto wzorować się na kobietach, którym to się już udało. Sposób myślenia, motywacji, odreagowywania codziennego stresu czy rozwiązywania napotykanych przeszkód może sprawić, że dowiemy się naprawdę sporo. Oczywiście, znając teorię nie da się jej zero-jedynkowo przenieść w praktykę. Ale…może jednak warto spróbować? 

Ile odkładać z pensji? Buduj oszczędności

Są jak swoista poduszka bezpieczeństwa. Ich budowanie przysparza mnóstwo trudności i wyrzeczeń, choć po przezwyciężeniu „ostrego cienia mgły” przychodzi wszechogarniająca satysfakcja i zadowolenie. O czym mowa? O oszczędnościach! Ile odkładać z pensji – buduj oszczędności. W obecnym czasie (koronawirusa) raczej nikogo nie trzeba specjalnie przekonywać, że są one potrzebne, jak jeszcze nigdy wcześniej.

Dopiero okresy kryzysów udowadniają, jak wielkie problemy mamy z regularnym tworzeniem oszczędności. Ludzkość, nawet mimo tego, że nigdy nie była bogatsza niż obecnie (jako ogół), nie myśli o „czarnych godzinach”. Zwiększając swoje zarobki, zwiększamy też wydatki. Najbardziej rozwinięte społeczeństwa świata ogarnął szeroko rozumiany konsumpcjonizm. Chcemy posiadać coraz więcej, więcej i więcej. Gdzie w tym wszystkim sens i logika?

Zasada 50 – 30 – 20

Jedna ze złotych myśli ekonomicznych podpowiada, że powinniśmy funkcjonować według schematu:

50/30/20

Co kryje się za tymi zagadkowymi liczbami? Mówią one o tym, że:

  • 50 % pensji przeznaczamy na podstawowe potrzeby;
  • 30 % na rozrywkę i relaks;
  • 20 % na powiększanie oszczędności lub zmniejszanie długów;

Choć pozornie wydaje się to łatwe, w rzeczywistości oznacza konieczność zmierzenia się z wieloma przeciwnościami losu. Ile odkładać z pensji – buduj oszczędności. Trudno wyobrazić sobie, że zaledwie 50% minimalnego wynagrodzenia (obecnie 2600 złotych brutto) wystarczy na pokrycie wszystkich najpilniejszych kosztów utrzymania i egzystencji. Niestety, rozprzestrzeniająca się inflacja daje się we znaki wszystkim i trudno przypuszczać, by polskie społeczeństwo jej nie odczuwało.

W zdecydowanie bardziej komfortowej sytuacji znajdują się Ci, którzy zarabiają więcej. Ich oszczędności z miesiąca na miesiąc mogą się powiększać, a przy okazji generować dodatkowe zyski. Mowa tutaj o lokatach. Dla przykładu – oszczędzając 200 złotych miesięcznie przez 25 lat na naszym koncie oszczędnościowym znajdzie się ponad 89 tysięcy złotych, z czego 60 tysięcy będzie stanowiło nasz wkład własny. Musisz przyznać, że 29 tysięcy zarobku bez specjalnego wysiłku to godny deal, prawda?

Fundusz bezpieczeństwa

Są to pieniądze na wyciągnięcie ręki. Mamy prawo z nich skorzystać w najtrudniejszych momentach. A tych – jak wiadomo – na przestrzeni naszego całego życia może być naprawdę sporo. Niespodziewana choroba czy zwolnienie z pracy – to na pewno sytuacje, w których „fundusz bezpieczeństwa” sprawdzi się idealnie. Mając tego typu zabezpieczenie, gwarantujemy, że będziesz spokojniej zasypiał. Zakłada się, że na koncie oszczędnościowym powinniśmy mieć odłożone tyle gotówki, ile potrzeba nam do spokojnej egzystencji przez okres 3 – 12 miesięcy. Jeśli więc, aby przeżyć, potrzebujesz 2 tysięcy złotych miesięcznie, odłóż 6 – 24 tysięcy. Niewątpliwym plusem takiego rozwiązania jest fakt, że tylko raz musisz odłożyć taką sumę. 

Zaplanowane wydatki

Każdy z Nas od czasu do czasu dokonuje poważniejszego zakupu angażując do jego realizacji większe kwoty. Z reguły planujemy to z większym wyprzedzeniem. Warto mieć czas na uzbieranie całej kwoty. Podziel potrzebną kwotę przez liczbę miesięcy pozostałych do płatności. Już wiesz, ile odkładać miesięcznie.

  • Samochód o wartości 36 000 za 24 miesiące – 1500 złotych/miesiąc
  • Wyjazd wakacyjny o wartości 3000 za 12 miesięcy – 250 złotych/miesiąc

Jak widać, odkładanie mniejszych bądź większych kwot to nieodzowny element naszego ekonomicznego życia. Niektórym przychodzi to łatwiej, niektórym trudniej. Mimo wszystko, nie warto popadać w wir nieograniczonego konsumpcjonizmu, bowiem nigdy nie wiadomo, kiedy wcześniej zgromadzone oszczędności uratują nam życie. 

Masowe zwolnienia i obniżki pensji

zwolnienia i obniżki pensji

Masowe zwolnienia i obniżki pensji to główne mechanizmy, jakie firmy wykorzystują do walki z uporczywym koronawirusem. Kryzys gospodarczy się pogłębia. Już teraz niemal połowa przedsiębiorstw planuje redukować zatrudnienie. Jak przetrwać w obliczu ekonomicznego horroru? Jak bardzo będzie to nas kosztować?

Gospodarcza recesja

Dzieje się to, o czym mówiło się zaraz po wprowadzeniu restrykcyjnych obostrzeń. Uniemożliwienie działalności wielu firm prowadzi powoli do gospodarczego armagedonu. Przetrwają tylko Ci, którzy wcześniej odłożyli trochę gotówki na „czarną godzinę”. A co z tymi, którzy nie przewidzieli takiego scenariusza? Choć trudno w to uwierzyć, ale prawdopodobnie nie ma dla nich żadnego ratunku. Państwowa pomoc w formie tzw. tarczy antykryzysowej wydaje się niewystarczająca (przynajmniej w obecnym kształcie). Okazuje się, że co piąte przedsiębiorstwo w Polsce stanęło na granicy upadłości.

Przewidywania

Pocieszające jest to, że każdy kryzys ma swój koniec. Tak było też z innymi epidemiami/pandemiami. Przy tej okazji można przytoczyć przykłady cholery czy dżumy. Podobnie będzie z koronawirusem. Pytanie tylko, jak długo JESZCZE to potrwa? Jeśli kryzys zostałby zażegnany w ciągu kilku najbliższych tygodni, polska gospodarka mogłaby powrócić do stanu wyjściowego za około dwa lata – tak przynajmniej wynika z wyliczeń ekspertów. Jest to jednak mało prawdopodobne. 4% przedsiębiorców – zaledwie tylko tylu wierzy w uporanie się z problemem w bardzo szybkim tempie.

Masowe zwolnienia i obniżki pensji

Tego typu pytania zadaje sobie dzisiaj niejeden pracodawca. W niektórych sytuacjach obniżki wynagrodzeń, redukcje etatów czy świadczenia postojowe mogą okazać się nieuniknione. Większość z nich (pracodawców) za wszelką cenę chce uchronić swoich pracowników przed utratą zatrudnienia, przez co decydują się na obniżki pensji (46% badanych). 28% polskich przedsiębiorców planuje zwolnienia sięgające nawet połowy obecnej kadry! Są to małe i średnie firmy, które – co zrozumiałe – zdecydowanie najbardziej zostały dotknięte przez obecny kryzys.

Ile to jeszcze potrwa?

Choć początkowo przewidywano, że sytuacja unormuje się po świętach wielkanocnych, to – niestety – taki scenariusz wydaje się już wręcz niemożliwy. Do świąt pozostało raptem kilka dni, a liczba nowych przypadków zakażeń i zgonów ciągle rośnie. Trudno przypuszczać, by rząd zdecydował się poluzować obostrzenia, kiedy fakty mówią same za siebie. 39% badanych twierdzi, że z problemem uporamy się do wakacji. Z kolei aż 32 % respondentów uważa, że obecna sytuacja potrwa do końca roku. Tak naprawdę nikt tego nie może przewidzieć. Oczywiście, każdy chciałby jak najszybciej wrócić do normalności, jednak zdrowie i bezpieczeństwo obywateli wydaje się absolutnie priorytetowe. Żaden wskaźnik ekonomiczny nie powinien zaburzyć takiego punktu widzenia.

Pakiet antykryzysowy

Szacuje się, że ponad połowa firm planuje wykorzystać dofinansowanie państwa do pensji pracowników. Największe zainteresowanie tego typu rozwiązaniem wykazuje sektor handlowy. Finansowe utrzymanie pracowników to jedno, a drugim problemem jest podaż pracy. Niektóre z firm straciły swoje rynki zbytu, przez co nie potrzebują w swojej załodze aż tylu rąk do pracy. Nie bez przyczyny mówi się, że ostatni tego typu kryzys panował na świecie w czasach II wojny światowej. Patrząc na problemy humanitarne czy gospodarcze jest w tym stwierdzeniu ziarno prawdy. Zresztą, tak też twierdzą przywódcy wielu państw. Pytanie czy chcą przygotować obywateli na najgorsze, czy faktycznie jest aż tak źle?

Postawiliśmy tylko na polskich pracowników, bo nie uważamy, by odbiegali oni od swoich wschodnich sąsiadów pracowitością, zaradnością czy odpowiedzialnością. To, co słyszy się obecnie w ogólnopolskich mediach, to mit – mówi Sebastian Zelek, doświadczony HR – owiec i właściciel firmy InWork. 

InWork: W Polsce od dłuższego czasu panuje powszechne przekonanie, że pracownicy z zagranicy – szczególnie z Ukrainy – są idealną receptą dla polskich pracodawców, którym brakuje rąk do pracy. Czy słusznie pokładamy w nich tak spore nadzieje?

SZ: Wielu osobom tak się wydaje, jednak nie jest to prawda. Tego typu pracownicy z reguły napływają do naszego kraju większymi grupami, przez co uzupełniają deficyty pracownicze w zawodach fizycznych, takich jak choćby kierowcy, budowlańcy czy spawacze. Niestety, jest to dobre rozwiązanie, ale tylko na moment. Spory procent pracowników zza naszej wschodniej granicy zatrudnia się w Polsce bez obowiązkowych pozwoleń na pracę, przez co w ciągu roku mogą oni pracować tylko przez sześć miesięcy. Po tym okresie zmuszeni są rezygnować ze swoich zatrudnień, a pracodawca zmuszony jest kolejny raz głowić się nad znalezieniem nowych rąk do pracy.  

InWork: Większość z nich [red. Ukraińców] nie mówi w języku polskim, prawda? Czy może to mieć negatywny wpływ na panującą atmosferę w pracy, która – co nie od dzisiaj wiadomo – jest tak ważna?

SZ: Tak, zdecydowanie. Brak znajomości naszego języka może znacząco wpływać na panującą atmosferę wewnątrz danej firmy. A szkoda, bo – można powiedzieć – od pozytywnie nakręconej atmosfery wszystko powinno się zaczynać. Wiem o tym doskonale. W naszej firmie ten aspekt jest prowadzony wzorowo, dzięki czemu możemy liczyć na nieustanny rozwój, a przy tym miło spędzać czas. 

InWork: A sposób bycia? Czy pracownik z Ukrainy różni się od tego z Polski w swoim codziennym zachowaniu?

SZ: Trudno jest to ocenić, bowiem swoją opinią mógłbym kogoś bezpodstawnie skrzywdzić. Tak, jak w każdej grupie narodowej, jest to zależne od indywidualnych cech charakterów. W naszym kraju jest dość spora niechęć do Ukraińców, wynosząca ponad 40 punktów procentowych. Co prawda z biegiem czasu maleje, jednak wciąć jest to dość spory odsetek. Dlaczego tak się dzieje? Może właśnie chodzi o ten statystyczny brak integracji z pracownikami innych nacji? 

InWork: Wiele Agencji Pośrednictwa Pracy twierdzi, że warto zatrudniać pracowników z Ukrainy ze względu na uproszczone formalności zatrudnienia. Czy faktycznie jest tak kolorowo?

SZ: Jeśli przedsiębiorcy myślą krótkofalowo, to procedura faktycznie nie jest zbytnio skomplikowana. Z doświadczenia wiem, że w biznesie powinno się myśleć perspektywicznie. Pracownik z Ukrainy przyjeżdżający do naszego kraju „za chlebem” potrzebuje dwóch pozwoleń: do pobytu na terytorium RP i do podjęcia zatrudnienia. Jeśli dany cudzoziemiec przebywa u nas jedynie za pośrednictwem wizy lub zezwolenia na pobyt czasowy, można powierzyć mu pracę za sprawą specjalnego oświadczenia i wtedy procedura jest dość prosta. Jednak trzeba pamiętać, że będzie on mógł u nas pracować jedynie przez najbliższe sześć miesięcy w ciągu roku. W innych przypadkach sytuacja jest o wiele bardziej skomplikowana.  

InWork: Czyli twierdzenie, że ta procedura jest najprostsza na świecie jest fałszywe? Co tego typu nieprawdziwym zagraniem próbują osiągnąć takie agencje?

SZ: Ze 100 – procentową pewnością nie mogę tego stwierdzić, ale wiem, że agencjom specjalizującym się w zatrudnianiu Ukraińców w głównej mierze zależy na ponadprzeciętnym zarobku. Każdy pracownik, który znajdzie za ich pomocą zatrudnienie w naszym kraju będzie zmuszony „oddać” pewną część swojego wynagrodzenia. W zamian za to dostanie prowizoryczne zakwaterowanie, a czasami też wyżywienie. Dlatego zawsze uważałem i dalej będę uważał, że lepszym rozwiązaniem jest zatrudnienie polskiego pracownika, praktycznie za te same pieniądze.  

InWork: Mówi się też, że Ukraińcy są nawet przesadnie zmotywowani do pracy. Czy może to mieć pozytywny wpływ również w dłuższej perspektywie?

SZ: O ile w powyższych tematach byłem bardziej ostrożny, teraz muszę wykazać się pełną stanowczością. Człowiek nie jest maszyną i nikt nie powinien tej prawdy kwestionować. Praca ponad siły nigdy nie ma pozytywnego wpływu, nawet w najbardziej wyszukanych przypadkach. Pracownicy mogą wykonywać swoje zawodowe obowiązki nawet 16 godzin dziennie, pracować w dni ustawowo wolne i weekendy, ale po jakimś czasie ich wydajność prawdopodobnie spadnie aż do tego stopnia, że nie będą w stanie wyrobić później zwykłej 8. godzinnej normy w ciągu 16 godzin.  

InWork: Jakie są różnice, jeżeli chodzi o koszty, z jakimi powinien liczyć się pracodawca zatrudniający Ukraińca zamiast Polaka?

SZ: Sprawa jest prosta. Zatrudniając polskiego pracownika interesujemy się jedynie jego pensją. Jego czas wolny, życie rodzinne nas nie obchodzi i dzięki temu mamy poczucie graniczące z pewnością, że pojawi się on następnego dnia w pracy. W przypadku Ukraińskiego pracownika martwimy się dodatkowo jego zakwaterowaniem, wyżywieniem, różnego typu pozwoleniami, co w konsekwencji może prowadzić do niezłego zawrotu głowy. Ktoś może powiedzieć, że wszystkim zajmą się prywatne agencje pracy. Teoretycznie tak, ale praktyka nie jest już tak łaskawa.

InWork: Podsumowując: dlaczego Pan twierdzi, że zatrudnianie rodzimych pracowników jest wartością dodatnią? Wyróżnia to firmę InWork na tle innych Agencji Pracy?

SZ: Postawiliśmy tylko na polskich pracowników, bo nie uważamy, by odbiegali oni od swoich wschodnich sąsiadów pracowitością, zaradnością czy odpowiedzialnością. To, co słyszy się obecnie w ogólnopolskich mediach, to mit. Dlaczego mamy stawiać na cudzoziemców, skoro nasi rodacy równie chętnie podejmą się wszelkiego rodzaju prac? Dodatkowo – jak już poniekąd powiedziałem wcześniej – pracodawcy zatrudniający Polaków zaoszczędzają swój cenny czas i nie muszą przystosowywać ich do specyfiki polskiego systemu gospodarczego. W przypadku Ukraińców jest zgoła odmiennie. Myślę, że jest to ogromny walor wyróżniający naszą firmę w branży HR na tle pozostałych, który z pewnością w niedalekiej przyszłości wpłynie pozytywnie nie tylko na naszą firmę, ale też na cały polski rynek pracy.

InWork: Dziękuję za ten krótki, ale bardzo treściwy wywiad.

SZ: Również bardzo dziękuję.

Wynagrodzenia w Polsce. Czy dobrze nam płacą?

Choć według Głównego Urzędu Statystycznego średnie wynagrodzenie w Polsce w III kwartale 2019 roku wynosi 5148,07 złotych brutto, to zdecydowana większość Polaków nie jest zadowolona ze swoich obecnych zarobków. Z czego to wynika? Ile jeszcze nam brakuje do pełnej satysfakcji finansowej?

Aby odpowiedzieć na te i inne pytania, w pierwszej kolejności należy zwrócić uwagę na niemiarodajną wysokość średniego wynagrodzenia. 5148, 07 – wygląda nieźle, ale niestety jest to dość sztuczna kwota. Dlaczego? Wartość brutto nie uwzględnia ani wszystkich kosztów pracodawcy, ani faktycznego zarobku pracownika. W tym przypadku utrzymanie pracobiorcy kosztuje przedsiębiorcę 6202,39 złotych, a ten dostanie „na rękę” 3717,47 złotych. Co prawda dalej nie wygląda to najgorzej, jednak trzeba pamiętać też o tym, że w statystyce biorą udział wszystkie osoby czynne zawodowo, a więc również prezesi, dyrektorzy czy specjaliści techniczni, którzy bez wątpienia stanowczo zawyżają tę optymistyczną kwotę.

Wielu pracowników wykonuje swoje obowiązki na podstawie umów cywilnoprawnych (najczęściej są to umowy zlecenie). Jednym z podstawowych i zarazem najważniejszych atrybutów, jakie odróżniają tę formę zatrudnienia od standardowej umowy o pracę jest stosowanie kodeksu cywilnego. W przypadku umowy o pracę jest to kodeks pracy. Mając na uwadze ponadprzeciętną sympatię, z jaką pracodawcy darzą umowy zlecenia, prawo również i w tym przypadku reguluje wysokość minimalnej stawki. Obecnie wynosi ona 14,70 złotych brutto. W przyszłym roku ma wzrosnąć do poziomu 17 złotych. 

Ile chcieliby zarabiać polscy pracownicy? Dla ułatwienia, podzielmy ich na dwie podstawowe grupy: tę dopiero zyskującą doświadczenie (21-35 lat) i tę doświadczoną (45-60 lat). Tak samo jak zarobki Polaków, również ich oczekiwania finansowe są bardzo zróżnicowane. 17% osób wchodzących na polski rynek pracy chciałoby zarabiać pomiędzy 2000 a 2500 złotych, 14% 3000-3500 złotych, a 12% z nich między 4000 a 5000 złotych. Wyobrażenia starszych pracowników są nieco bardziej wygórowane. Najliczniejszy odsetek (16%) stanowią osoby chcące zarabiać 2500-3000 złotych, 14% 3000-3500, 11% 3500-4000, a co dziesiąty respondent życzyłby sobie 5000-6000 złotych.

Mówiąc o zarobkach, warto wspomnieć też o fakcie niechęci naszych rodaków do dzielenia się z innymi informacjami dotyczącymi ich dochodów. Zaledwie 59% ankietowanych otwarcie przyznaje, że rozmawia z najbliższymi o swoim wynagrodzeniu. Dodatkowo, tylko 64% opiniodawców deklaruje posiadanie wspólnego rodzinnego konta! Niestety, czasami zdarzają się również sytuacje, w których i pracodawcy usilnie utrzymują tę kwestię w tajemnicy, łaskawie wyjawiając prawdę dopiero na ostatnim etapie rekrutacyjnym. Moglibyśmy uczyć się jawności dochodów choćby od Niemców, którzy w firmach zatrudniających ponad 200. pracowników bez uzasadnienia mogą zapytać przełożonego o zarobki pozostałych.

Ci, którzy w znacznym stopniu wpływają na przekłamaną średnią wysokość wynagrodzenia w Polsce, to specjaliści z branży IT. Dzieje się tak za sprawą zapotrzebowania przewyższającego dostępność specjalistów na rynku. Na ile mogą liczyć? Już studenci wchodzący z teorii w praktykę mogą liczyć na 5500 złotych brutto, a ogólna mediana branży wynosi 12 tysięcy złotych.

Jak widać, większość osób pracujących w Polsce nie jest podbudowana swoimi zarobkami, jednak niedługo ma się to zmienić. Zgodnie z planem, płaca minimalna w naszym kraju już od 1 stycznia 2020 roku mWa wynosić 2600 złotych brutto (1920,62 złotych „na rękę”), co będzie stanowić podwyżkę aż o 350 złotych. A to dopiero początek. Obecny obóz rządzący zapowiedział, że w ostatnim kwartale przyszłego roku pensja minimalna wzrośnie do 3000 złotych, a w 2023 roku do poziomu 4000 złotych. Czy jest to dobra i przemyślana metoda ścigania zachodnich gospodarek? Zdania są podzielone. Jednak nie pozostaje nam nic innego, jak pozytywnie patrzeć w przyszłość.