Wakacyjne 1000+. Dla kogo i na jakich zasadach?

Wakacyjne 1000+ - dla kogo i na jakich zasadach?

Wakacyjne 1000+ – dla kogo i na jakich zasadach? Tegoroczne wakacje zgodnie przez wszystkich zapowiadane są jako te wyjątkowe. Nie tylko ze względów bezpieczeństwa, ale i z powodów ekonomicznych. Polski rząd szykuje bowiem wprowadzenie specjalnego bonu turystycznego opiewającego na kwotę 1000 złotych. Kto będzie mógł ubiegać się o tego typu dofinansowanie? Z jakich środków zostanie ono pokryte? Jakie jest główne założenie programu? Przyjrzeliśmy się sprawie głębiej i odpowiedzieliśmy na mniej lub bardziej nurtujące pytania.

Choć pandemia spowodowana koronawirusem powoli zaczyna odpuszczać, a gospodarka powoli wraca do wcześniejszej normalności, to niestety, jej skutki są i będą widoczne co najmniej przez kilka najbliższych lat. Restauracje, bary, hotele, salony kosmetyczne, zakłady fryzjerskie, sklepy – kryzys dotkną wszystkich, bez wyjątków. Szczególnie poszkodowana może czuć się branża turystyczna, bo trudno przypuszczać, by Polacy decydowali się w tym sezonie na dalekie i kosztowne wakacje zagraniczne. Chcąc temu zaradzić, polskie władzy wpadły na pomysł dofinansowywania turystycznych doznań. Ma to uratować wiele gałęzi branży turystycznej. Wstępnie mówi się o tym, że ma z niego skorzystać nawet 7 milionów Polaków. Wakacyjne 1000+ – dla kogo i na jakich zasadach?

Wysokość bonu turystycznego

1000 złotych – właśnie taka kwota ma przypaść na jednego pracownika z tytułu wspomnianego bonu turystycznego. Z tego 90% (900 złotych) ma pokryć państwo. Brakujące 10% (100 złotych) ewentualnie dołoży nasz pracodawca. Warto przy tym zaznaczyć, że jest to projekt, który w dalszym ciągu jest konsultowany (przede wszystkim z pracodawcami). Nieoficjalnie mówi się, że niektórych przedsiębiorców nie stać na dodatkowe koszty.

Dla kogo 1000+?

1000+ wykorzystać mogą tylko osoby zatrudnione na umowę o pracę. Ich zarobki nie mogą przekraczać 4000 złotych brutto miesięcznie. Mimo tego, że wiele środowisk zachwala pomysł rządu, w tym przypadku wydaje się on druzgocąco krzywdzący dla pracowników wykonujących swoje zawodowe obowiązki na podstawie umów cywilnoprawnych lub samozatrudnionych. Z programu wykluczono również rencistów i emerytów.

Warunki, jakie należy spełnić

Procedura z założenia ma być jasna i przejrzysta. Aby móc ubiegać się o dofinansowanie, należy: 

  • posiadać polskie obywatelstwo;
  • umowę o pracę;
  • zarabiać nie więcej niż 4000 złotych brutto miesięcznie;

Ponadto, pracodawca może, ale NIE MUSI godzić się na wspomniane wcześniej dołożenie brakujących 100 złotych. Tym samym to właśnie od woli naszego „chlebodawcy” zależy, czy nasze wakacje w tym roku znacząco nie uszczuplą naszego portfela. Oczywiście, dalej nie wszystko jest wiadome, a ostateczne zasady bonu do jego ostatecznego wejścia w życie mogą się jeszcze kilkakrotnie zmienić.

Zamysł

Podstawowym założeniem 1000+ przygotowywanego przez rząd jest wsparcie POLSKIEJ branży turystycznej. Ma im to zrekompensować straty, jakie ponieśli w wyniku pandemii. Dlatego też środki z dofinansowania można wykorzystać na usługi znajdujące się na terenie naszego kraju. Można w to włączyć hotele, pensjonaty czy biura podróży oferujące wakacje w Polsce. Jeśli marzysz o zagranicznych wakacjach, całość musisz sfinansować z „własnej kieszeni”, a więc tak, jak to było do tej pory.

Jak otrzymać bon?

Na to pytanie jeszcze nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć. Nieoficjalnie, mówi się o kartach przedpłaconych (prepaid) lub aplikacji uprzednio zasilonej odpowiednią sumą pieniędzy. O to, aby każdy pracownik, któremu przysługuje dofinansowanie miał dostęp do środków, ma odpowiadać jego pracodawca. Jak widać, wiemy tyle, że nie wiemy nic. Mamy tylko nadzieję, że nasi włodarze dojdą do pełnego konsensusu jeszcze przed rozpoczęciem sezonu wakacyjnego. W końcu każdy z Nas chciałby dostać dodatkowe 1000 złotych na zasłużony wypoczynek, prawda?

Sprzedaż bonu

Powstanie „czarnego rynku” nawet dla największych cwaniaczków nie będzie możliwe! Przewidziane jest jednak przekazanie bonu na inną osobę znajdującą się w obrębie najbliższej rodziny. Oficjalna wymiana bonu na gotówkę również nie będzie miała prawa się zdarzyć.

Jego ważność

Bon będzie można wykorzystać w ciągu 2 następnych lat. Zrealizujemy go zarówno jednorazowo (na większy wakacyjny wyjazd), jak i wielokrotnie, np. wyjeżdżając tylko na weekendy.

InWork w Forum Przedsiębiorczości
  • Rekrutacja hybrydowa – dlaczego to innowacyjne rozwiązanie jest idealne dla pracodawców?
  • Z jakich powodów powinniśmy stawiać na polskich pracowników?
  • Jak trudno o sumiennych i dobrze wykwalifikowanych pracowników na dzisiejszym rynku pracy?

Na te i bardziej szczegółowe pytania znajdziecie odpowiedź w artykule. Znajdziecie go w najnowszym wydaniu Forum przedsiębiorczości, w dzisiejszej Gazecie Wyborczej. Odpowiadał Sebastian Zelek, Prezes Agencji Pracy InWork.

InWork w Forum Przedsiębiorczości

Część organizacji postawiła na pozyskiwanie osób zza granicy, jednak według nas nie jest to dobre wyjście z sytuacji. Przy zatrudnieniu obcokrajowca pracodawca musi zapewnić mu dojazd do pracy, zakwaterowanie, zagospodarowanie czasu wolnego. Istnieje też wysokie ryzyko odejścia z pracy takiej osoby z powodu powrotu do swojego kraju czy uzyskania minimalnie wyższego wynagrodzenia w innym zakładzie. Dlatego w naszej firmie stawiamy na polskich pracowników – powiedział Prezes InWork w Forum Przedsiębiorczości. Podkreśla tym samym pewnego rodzaju wyjątkowość agencji InWork na tle konkurencji branży HR.

Rekrutują w całej Polsce

Choć siedziba firmy mieści się w województwie śląskim, w Dąbrowie Górniczej, to dzięki wykorzystaniu najnowocześniejszych metod online zespół rekruterów jest w stanie znaleźć pracowników dla każdej firmy, niezależnie od jej lokalizacji. Inwork zatrudnia i oddelegowuje do swoich klientów miesięcznie ponad 700 pracowników tymczasowych wyłącznie z Polski. W zeszłym roku w sumie zatrudniliśmy ponad 3 500 pracowników tymczasowych. Większość z nich związała się z naszymi klientami na stałe – przekonuje Sebastian Zelek.

Jakie są jeszcze inne powody, aby zacząć budować swoją kadrę przy pomocy doświadczonych specjalistów, jakich bez wątpienia posiada InWork? Jeszcze raz zachęcamy do zapoznania się z potężną dawką wiedzy, jaką Prezes InWork “sprzedał” w Forum Przedsiębiorczości (strona trzecia).

WEJDŹ I ZOBACZ ARTYKUŁ

Jakie zasady u fryzjera i kosmetyczki?

Jakie zasady u fryzjera i kosmetyczki?

Jakie zasady u fryzjera i kosmetyczki? Mimo stopniowego powrotu do „normalności”, nic już nie będzie takie jak wcześniej. Musimy dostosować się do nowych zasad sanitarno-epidemiologicznych. Oprócz zachowania standardowej 2-metrowej odległości, nie będzie można przyjść na wizytę bez wcześniejszej zapowiedzi.

Czekaliśmy długo, ale w końcu się doczekaliśmy. Od dzisiaj Polacy oficjalnie mogą odwiedzać swoje ulubione zakłady fryzjerskie i kosmetyczne. Aby zapobiec niekontrolowanego rozprzestrzeniania się wirusa COVID-19, Ministerstwo Rozwoju zaleca właścicielom tego typu działalności każdorazowo przed rozpoczęciem pracy sprawdzać temperaturę ciała swoim pracownikom, wykorzystując do tego bezkontaktowe termometry. O czym powinni pamiętać jeszcze fryzjerzy?

Dla bezpieczeństwa:

  • Nosić maseczki ochronne (zasłaniające usta i nos), rękawiczki jednorazowe, a w niektórych przypadkach także specjalistyczne gogle i przyłbice 
  • Stosować odzież roboczą, mającą na celu zwiększenie higieniczności danego pracownika 
  • Weryfikować, czy klient jest zdrowy (nie ma objawów choroby) lub nie przebywa na kwarantannie
  • Częstowanie klientów napojami jedynie w jednorazowych opakowaniach
  • Każdorazowo po każdym kliencie dezynfekować urządzenia i meble

Czy na klientach zakładów fryzjerskich również ciążą nakazy i zakazy?

Tak, oczywiście. Klienci korzystające z usług zakładów fryzjerskich również powinni dostosować się do pewnych przepisów. Należą do nich, m.in.:

  • Umawianie wizyt przez telefon lub Internet
  • Zachowywanie bezpiecznej odległość 2 m (na przykład w czasie przechodzenia obok drugiej osoby w salonie) mijając się z innymi osobami w salonie. 
  • Noszenie jednorazowych maseczek ochronnych (zasłaniających usta i noc) i rękawiczek 
  • Dokonywanie płatności kartą w sposób bezkontaktowy (jeśli to możliwe) 

Jeśli dany zakład fryzjerski z powodu zbyt małej przestrzeni nie będzie miał możliwości zapewnienia co najmniej 2-metrowej odległości między poszczególnymi stanowiskami pracy, rekomenduje się użycie plexi. Poza tym, w salonie nie powinno być poczekalni, a więc wszelkiego rodzaju kanapy czy fotele do tego przeznaczone należy usunąć.

Salony kosmetyczne

Jakie zasady u fryzjera i kosmetyczki? W przypadku salonów kosmetycznych – tak samo jak zakładów fryzjerskich – wymagany jest przynajmniej 2-metrowy dystans między pracownikami i klientami (red. pracownik od pracownika, klient od klienta). Oczywiście, jeśli jest to niemożliwe, zaleca się zainstalowanie ekranów ochronnych między stanowiskami pracy.

Aby maksymalnie minimalizować ryzyko rozprzestrzeniania się koronawirusa, pracownicy salonów kosmetycznych powinni:

  • Stosować strój ochronny przeznaczony do określonego zabiegu (jednorazowy lub wielorazowy prany w min. 60 stopniach C) 
  • Nosić maseczkę ochronną (zasłaniającą usta i nos) lub przyłbicę
  • Obowiązkowo mieć na dłoniach rękawiczki w czasie wykonywania konkretnego zabiegu (dodatkowo zmieniać je każdorazowo po wykonaniu usługi, jeśli jest to możliwe)

Salony fryzjerskie i kosmetyczne otwarte. Jakie nowe zasady? Nie należy też serwować klientom napojów ciepłych. Te zimne możliwe są tylko w sytuacji, jeśli zostaną podane w jednorazowych kubkach (najlepiej woda z dystrybutora).

Otwarcie branży beaty to z całą pewnością dobra informacja nie tylko dla klientów, ale też dla ich właścicieli. Od dawna było słychać – szczególnie w przekazach medialnych – że całkowite zamknięcie tego typu firm prowadzi do szybko postępującego bankructwa. W końcu, po głośnych i stanowczych protestach, polskie władze poszły – jak to się mówi – po rozum do głowy. Zezwolono na ich otwarcie. Czy nie sprawi to, że wirus znów przybierze na sile? Tego nie wie nikt, ale jedno jest pewne – Polacy muszą mieć możliwość zarabiania, bo inaczej znajdą się w tak dramatycznej sytuacji ekonomicznej.

Masowe zwolnienia i obniżki pensji

zwolnienia i obniżki pensji

Masowe zwolnienia i obniżki pensji to główne mechanizmy, jakie firmy wykorzystują do walki z uporczywym koronawirusem. Kryzys gospodarczy się pogłębia. Już teraz niemal połowa przedsiębiorstw planuje redukować zatrudnienie. Jak przetrwać w obliczu ekonomicznego horroru? Jak bardzo będzie to nas kosztować?

Gospodarcza recesja

Dzieje się to, o czym mówiło się zaraz po wprowadzeniu restrykcyjnych obostrzeń. Uniemożliwienie działalności wielu firm prowadzi powoli do gospodarczego armagedonu. Przetrwają tylko Ci, którzy wcześniej odłożyli trochę gotówki na „czarną godzinę”. A co z tymi, którzy nie przewidzieli takiego scenariusza? Choć trudno w to uwierzyć, ale prawdopodobnie nie ma dla nich żadnego ratunku. Państwowa pomoc w formie tzw. tarczy antykryzysowej wydaje się niewystarczająca (przynajmniej w obecnym kształcie). Okazuje się, że co piąte przedsiębiorstwo w Polsce stanęło na granicy upadłości.

Przewidywania

Pocieszające jest to, że każdy kryzys ma swój koniec. Tak było też z innymi epidemiami/pandemiami. Przy tej okazji można przytoczyć przykłady cholery czy dżumy. Podobnie będzie z koronawirusem. Pytanie tylko, jak długo JESZCZE to potrwa? Jeśli kryzys zostałby zażegnany w ciągu kilku najbliższych tygodni, polska gospodarka mogłaby powrócić do stanu wyjściowego za około dwa lata – tak przynajmniej wynika z wyliczeń ekspertów. Jest to jednak mało prawdopodobne. 4% przedsiębiorców – zaledwie tylko tylu wierzy w uporanie się z problemem w bardzo szybkim tempie.

Masowe zwolnienia i obniżki pensji

Tego typu pytania zadaje sobie dzisiaj niejeden pracodawca. W niektórych sytuacjach obniżki wynagrodzeń, redukcje etatów czy świadczenia postojowe mogą okazać się nieuniknione. Większość z nich (pracodawców) za wszelką cenę chce uchronić swoich pracowników przed utratą zatrudnienia, przez co decydują się na obniżki pensji (46% badanych). 28% polskich przedsiębiorców planuje zwolnienia sięgające nawet połowy obecnej kadry! Są to małe i średnie firmy, które – co zrozumiałe – zdecydowanie najbardziej zostały dotknięte przez obecny kryzys.

Ile to jeszcze potrwa?

Choć początkowo przewidywano, że sytuacja unormuje się po świętach wielkanocnych, to – niestety – taki scenariusz wydaje się już wręcz niemożliwy. Do świąt pozostało raptem kilka dni, a liczba nowych przypadków zakażeń i zgonów ciągle rośnie. Trudno przypuszczać, by rząd zdecydował się poluzować obostrzenia, kiedy fakty mówią same za siebie. 39% badanych twierdzi, że z problemem uporamy się do wakacji. Z kolei aż 32 % respondentów uważa, że obecna sytuacja potrwa do końca roku. Tak naprawdę nikt tego nie może przewidzieć. Oczywiście, każdy chciałby jak najszybciej wrócić do normalności, jednak zdrowie i bezpieczeństwo obywateli wydaje się absolutnie priorytetowe. Żaden wskaźnik ekonomiczny nie powinien zaburzyć takiego punktu widzenia.

Pakiet antykryzysowy

Szacuje się, że ponad połowa firm planuje wykorzystać dofinansowanie państwa do pensji pracowników. Największe zainteresowanie tego typu rozwiązaniem wykazuje sektor handlowy. Finansowe utrzymanie pracowników to jedno, a drugim problemem jest podaż pracy. Niektóre z firm straciły swoje rynki zbytu, przez co nie potrzebują w swojej załodze aż tylu rąk do pracy. Nie bez przyczyny mówi się, że ostatni tego typu kryzys panował na świecie w czasach II wojny światowej. Patrząc na problemy humanitarne czy gospodarcze jest w tym stwierdzeniu ziarno prawdy. Zresztą, tak też twierdzą przywódcy wielu państw. Pytanie czy chcą przygotować obywateli na najgorsze, czy faktycznie jest aż tak źle?

Wakacje kredytowe dla Polaków

wakacje kredytowe dla polaków

Wakacje kredytowe dla Polaków to kolejna odpowiedź na koronawirusa. Już ponad 200 tysięcy osób zdecydowało się na wakacje kredytowe – wynika z komunikatu prezesa Związku Banków Polski Krzysztofa Pietraszkiewicza. Wnioski dotyczą zarówno kredytów hipotecznych, konsumpcyjnych, jak i tych zaciągniętych przez różnego rodzaju firmy. 10,5 tysiąca polskich przedsiębiorstw nie jest w stanie spłacać wszystkich swoich obecnych zobowiązań.

Wakacje kredytowe dla Polaków

Możliwość odroczenia kredytów to odpowiedź banków na obecnie panującą sytuację wywołaną śmiercionośną pandemią koronawirusa. Biorąc pod uwagę całkowite spowolnienie gospodarcze, wielu pracowników jest zwalnianych natychmiastowo, przez co nie są oni w stanie spłacać swoich zobowiązań kredytowych. Tego typu forma pomocy ze strony instytucji finansowych jest więc jak najbardziej uzasadniona.

Zdecydowana większość wniosków rozpatrywana jest w ciągu 24 godzin. Pozostałe, bardziej wyjątkowe sytuacje wymagają wnikliwszej analizy, przez co ten czas może wydłużyć się nawet do 14 dni. Jest to jednak rzadkość, bowiem w całej procedurze banki nie wymagają specjalnych zaświadczeń potwierdzających obecną sytuację finansową danego klienta – powiedział Krzysztof Pietraszkiewicz. 

Spodziewany wzrost bezrobocia

Jak wielu polskich pracowników może stracić pracę? Trudno oceniać, bowiem sytuacja jest na tyle dynamiczna, że zmienia się praktycznie z dnia na dzień, z godziny na godzinę. Im dłużej nie opanujemy wirusa, tym bardziej skutki ekonomiczne dla polskiej gospodarki będą druzgocące. Wszystko za sprawą charakterystyki naszego rynku, który aż w 80% bazuje na eksporcie do Unii Europejskiej. Zachodnia Europa jest w jeszcze większych tarapatach. Przypuszcza się, że nie wyjdzie z tej opresji przez najbliższe 2 – 3 miesięcy.

Skutecznego lekarstwa (na koronawirusa, red.) nie ma, szczepionki też nie. Według ekspertów szczepionka najwcześniej pojawi się 12 miesięcy od momentu pojawienia się wirusa, czyli być może na początku przyszłego roku, ale nie wiemy tego zaznaczył premier Mateusz Morawiecki podczas wtorkowej konferencji prasowej, podczas której wraz z ministrem zdrowia Łukaszem Szumowskim ogłosili kolejne obostrzenia dla całego społeczeństwa.

Okres odroczenia

Wspomniane wcześniej odroczenie spłat rat kredytowych może obowiązywać maksymalnie przez okres trzech miesięcy. Niektórzy kredytobiorcy boją się korzystać z tej możliwości. Nie mają pewności czy takie posunięcie nie wpłynie na ich przyszłą zdolność kredytową. Otóż nie! Okazuje się, że nie mamy się czego bać! Banki przekonują, że nie przyczyni się to na naszą przyszłą wiarygodność w oczach banku. 

Koronawirus a przesadna panika

koronawirus a przesadna panika

Zwolnienie lekarskie, płatny urlop, praca zdalna – to przywileje, na które nie każdy pracownik może sobie pozwolić. Dzieje się tak za sprawą charakteru wykonywanej pracy. Trudno wyobrazić sobie sytuację, gdzie pracownik produkcji czy kontroler ruchu lotniczego wykonują swoją pracę zdalnie z domu. Koronawirus a przesadna panika? Te wyjątki mogą przecież spowodować jeszcze szybsze rozprzestrzenianie się wirusa.

Dane statystyczne

Obecnie (stan na 30 marca) w Polsce zainfekowanych jest 1905 osób, a 26. zmarło. Analizując sytuacje w innych państwach, u nas nie ma jeszcze najgorzej. Dla przykładu – we Włoszech niemal 100 tys. zakażonych (ponad 10 tys. zgonów), w Niemczech 62 tys. zainfekowanych (ponad 500 ofiar śmiertelnych), w Hiszpanii przeszło 80 tys. z pozytywnym wynikiem diagnostycznym (niespełna 7 tys. ofiar), w Stanach Zjednoczonych 140 tys. przypadków zachorowań (prawie 2,5 tysiąca zgonów). Koronawirus. Uzasadniona panika?

Wykonywane próbki

Analizując powyższe dane, na pierwszy rzut oka powinniśmy być dumni z wszystkich ogólnopolskich działań/nakazów/zakazów, jakie zostały wprowadzone w naszym kraju. Czy aby na pewno mamy się z czego „cieszyć”? Czy statystyki zainfekowanych i zgonów w zupełności charakteryzują obecną sytuację? Niestety, można w to wątpić. Stany Zjednoczone są uznawane za najbogatsze państwa na świecie i raczej nikomu nie trzeba tego jakoś specjalnie udowadniać. Świadczą o tym wszystkie wskaźniki ekonomiczne. Zaledwie w kilka dni po wykryciu pierwszego przypadku koronawirusa na ich terytorium wykryto ponad 100 tys. zakażeń, a więc więcej niż we Włoszech, które od dawna uznaje się za kraj najbardziej zainfekowany. Idąc tym tropem, wniosek nasuwa się następujący: pozostałe kraje nie chcą lub nie potrafią nadążyć z diagnozowaniem kolejnych przypadków. Dla większego zobrazowania  problemu – w Polsce na obecnym etapie wykonuje się około 4 tys. próbek dziennie. Aby zbadać wszystkie osoby przebywające na kwarantannie (ponad 250 tysięcy osób) potrzebowalibyśmy na to niemal miesiąc czasu!

Praca w epoce koronawirusa

Zwolennicy państwowej solidarności powiedzą, że Polacy starają się zwalczać przyczynę, a nie skutki epidemii (wirus z człowieka na człowieka przenosi się drogą kropelkową). Całkowicie zrezygnowaliśmy z życia społecznego i zamknęliśmy się w domach. Co do tego pełna zgoda. Zastanówmy się jednak, co z osobami, które z różnych względów nie mogą pozwolić sobie na pracę zdalną? Co z osobami, które każdego dnia (zazwyczaj od poniedziałku do piątku) wychodzą do swojego zakładu pracy, a tam spotykają się z kilkudziesięcioma, a czasami setkami ludzi? Po powrocie do domu mogą przecież zainfekować całe swoje rodziny! Koronawirus. Uzasadniona panika? Mimo wszystko, powinniśmy popierać taki tryb życia. Mimo istniejącej pandemii musimy przecież za coś żyć. Musimy jeść, a co ważniejsze – zarabiać na to jedzenie. Państwowy budżet nie jest z gumy i o ile jednorazowa pomoc dla polskich pracowników i pracodawców jest możliwa, o tyle kolejne tego typu zapomogi nie wchodzą raczej w grę. 212 mld złotych, jakie rząd przeznaczył na tzw. tarczę antykryzysową, to i tak sporo, jak na polskie warunki. 

Koronawirus a przesadna panika

Jesteśmy między młotem a kowadłem. Z jednej strony – co zrozumiałe – chcemy chronić siebie i bliskich, z drugiej nie chcemy stracić pracy. Wybór wydaje się druzgocąco trudny. Najlepiej byłoby znaleźć słynny „złoty środek”. Chodzić do pracy, zachowując przy tym zdrowy rozsądek, a także przestrzegając wszelkich procedur bezpieczeństwa. Każdego roku w Polsce na raka umiera 100 tys. osób. Na choroby sercowo – naczyniowe 200 tysięcy. Na koronawirusa – jak dotąd – 26. Komu zależy na wzniecaniu tak przesadnej paniki? Jakie środowiska widzą w tym szansę na ogromny biznes? Tego zapewne nigdy się nie dowiemy. Zastanawiające jest jednak to, że zazwyczaj wirusy mają swoje początki właśnie w Chinach. Średnio pojawiają się w odstępie 7 – 10 lat. Zazwyczaj w okolicach dób zbliżających się kryzysów ekonomicznych.

Praca zdalna

Całkowita izolacja dla wszystkich nie wchodzi w grę. Byłoby to też rażąco niesprawiedliwe, bowiem – dla przykładu – w Stanach Zjednoczonych tylko 29 % pracowników może sobie na nią pozwolić (według danych Departamentu Pracy). W Polsce tego typu dane statystyczne nie istnieją, a na podstawie niedawno wprowadzonej specustawy to do pracodawców należy ostateczne słowo w kwestii możliwości pracy z domu. Trzeba przy tym pamiętać, aby zapewnić odpowiednie narzędzia pracownikowi. Nie każdy musi mieć przecież w domu sprawnie działający komputer z dostępem do Internetu. 

Wielka Brytania, w której pracuje około miliona Polaków, w nocy z 31 stycznia na 1 lutego przestała być oficjalnym członkiem Unii Europejskiej. Część z nich planuje teraz wrócić do kraju. Czy jest w ogóle do czego wracać? Czy nasz rynek pracy jest im w stanie coś zaoferować?

Procedura opuszczania Unii Europejskiej przez Wielką Brytanię rozpoczęła się 23 czerwca 2016 roku, kiedy to 52. procent głosujących w referendum obywateli opowiedziało się za takim rozwiązaniem. Oficjalny wniosek w tej sprawie brytyjskie władze złożyły 29 marca 2017 roku.

Warto zauważyć, że wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej ma obecnie konsekwencje czysto polityczne, bowiem nieoficjalnie Zjednoczone Królestwo w dalszym ciągu będzie jednym z członków Unii Europejskiej, a więc będzie uczestniczyć we wspólnocie dalej na tych samych zasadach. Ten stan „przejściowy” ma utrzymać się przez najbliższy rok. Oznacza to, że dla Polaków mieszkających na wyspach w praktyce nic się nie zmieni. Dalej będą oni mogli tam pracować, korzystać ze służby zdrowia i swobodnie podróżować.

Mimo takiego obrotu sprawy nasi rodacy nie mogą w pełni spać spokojnie. Muszę też myśleć o uzyskaniu statusu osoby osiedlonej. Mają na to czas do 30 czerwca 2021 roku. Ci, którzy tego nie zrobią, będą musieli liczyć się z poważnymi utrudnieniami związanymi z legalnym zatrudnieniem, dostępem do służby zdrowia i wynajmem mieszkania. W przypadku rażących uchybień może im grozić za to nawet wydalenie z kraju.

Choć możliwość brytyjskiego zatrudnienia – mimo Brexitu – wciąż istnieje, to prognozuje się, że nieznaczna część Polaków zastanawia się nad powrotem do ojczyzny. Taka decyzja byłaby w pełni uzasadniona względami emocjonalnymi, ale czy również ekonomicznymi? Niepewność nie jest związana tylko z wysokością zarobków (bo wiadomo, że te brytyjskie w polskich warunkach są nieosiągalne), ale przede wszystkim z dostępnością pracy na polskim rynku. Wydaje się, że sytuacja jest nieco korzystniejsza, niż jeszcze kilka lat temu. Oczywiście, wszystko też zależy od uwarunkowań regionalnych i lokalnych. Najłatwiej znaleźć pracę w branży budowlanej, transportowej i przemyśle. Deficyt jest na tyle spory, że szanse na zatrudnienie mają nie tylko pracownicy wysoce wykwalifikowani, ale też ci mniej wykwalifikowani.

Do rychłego powrotu Polaków do kraju – co zrozumiałe – namawiają też polskie władze. Zachęcamy Polaków w Wielkiej Brytanii do powrotu. Nie z powodu brexitu, ale ponieważ dzisiejsza Polska to kraj, do którego warto powrócić. Gospodarka w lata 20. wchodzi silna i odporna – mówił Premier Mateusz Morawiecki w wywiadzie dla jednego z portali internetowych.

To, co ma zachęcić Polaków do powrotu, to wzrost płacy minimalnej. Od 1 stycznia 2020 roku wzrosła ona o 350 złotych i wynosi obecnie 2600 złotych. Minimalna stawka godzinowa klaruje się teraz na poziomie 17 złotych. Choć w porównaniu z 2015 rokiem jest to wzrost o 850 złotych, to jednak w porównaniu z warunkami brytyjskimi stawki w dalszym ciągu wyglądają zawstydzająco źle i trudno przypuszczać, by były argumentem, mogącym zachęcić Polaków do powrotu do domu. Przypomnijmy, w Wielkiej Brytanii minimalne stawki płacowe uzależnione są od wieku pracownika. Wahają się od 4,35 funta (młodzież do 18. roku życia) do 8,21 funta (osoby powyżej 25. roku życia) za godzinę pracy. Od kwietnia tego roku mają jeszcze wzrosnąć.

Zawody przyszłości? MEN podpowiada

Jaki zawód wybrać w przyszłości? Takie pytanie zadaje sobie praktycznie każdy młodzieniec wybierający się na studia. Od teraz dylemat ma być mniejszy. Ministerstwo Edukacji Narodowej opublikowało „Prognozę zapotrzebowania na pracowników w zawodach szkolnictwa branżowego na krajowym i wojewódzkim rynku pracy”. Znajdują się w niej 24 zawody, które w najbliższym czasie mają charakteryzować się największym zapotrzebowaniem. 

Zestawienie sporządzono na podstawie danych z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, Instytutu Badań Edukacyjnych, Systemu Informacji Oświatowej i Głównego Urzędu Statystycznego. Jakie jest główne założenie wspomnianego dokumentu? Przede wszystkim chodzi o stworzenie dogodnych warunków edukacyjnych, które w perspektywie czasu mają przełożyć się na zwiększenie liczby absolwentów – specjalistów, trudniących się w wymienionych zawodach. Warunkiem sprzyjającym ma być zwiększona subwencja oświatowa na rzecz konkretnych placówek edukacyjnych. Ich finansowanie – co zrozumiałe – będzie kontynuowane przez cały okres szkolenia.

Jakich zawód ma przed sobą świetlistą przyszłość? Wymienia się automatyka, elektromechanika, elektronika, elektryka, kierowcę mechanika, mechanika-montera maszyn i urządzeń, mechatronika, murarza-tynkarza, operatora maszyn i urządzeń do przetwórstwa tworzyw sztucznych, operatora maszyn i urządzeń do robót ziemnych i drogowych, operatora obrabiarek skrawających, ślusarza, technika automatyka, technika automatyka sterowania ruchem kolejowym, technika budowy dróg, technika elektroenergetyka transportu szynowego, technika elektronika, technika elektryka, technika energetyka, technika mechanika, technika mechatronika, technika programistę, technika spawalnictwa, technika transportu kolejowego.

Prognoza Ministerstwa Edukacji Narodowej przewiduje też zapotrzebowanie zawodowe w konkretnych województwach. Wykaz podzielono na dwa typy potrzeb – istotne i umiarkowane. Przykładowo, w województwie śląskim największym powodzeniem mają cieszyć się takie zawody, jak: automatyk, betoniarz-zbrojarz, blacharz, cieśla, cukiernik, dekarz, elektromechanik, elektryk, garbarz skór, trzy zawody górnicze – górnik eksploatacji otworowej, eksploatacji podziemnej i odkrywkowej eksploatacji złóż – kaletnik, kamieniarz, kierowca mechanik, kowal, krawiec, kucharz, kuśnierz, magazynier-logistyk, mechanik pojazdów kolejowych, pojazdów samochodowych, mechanik-monter maszyn i urządzeń, mechatronik, modelarz odlewniczy, monter konstrukcji budowlanych, monter izolacji budowlanych, monter nawierzchni kolejowej, monter sieci i instalacji sanitarnych, monter sieci i urządzeń telekomunikacyjnych, monter stolarki budowlanej, monter systemów rurociągowych, monter zabudowy i robót wykończeniowych w budownictwie, murarz-tynkarz, obuwnik, operator maszyn i urządzeń do przetwórstwa tworzyw sztucznych, operator maszyn i urządzeń do robót ziemnych i drogowych, operator maszyn i urządzeń odlewniczych, operator maszyn i urządzeń przemysłu metalurgicznego, operator maszyn i urządzeń przemysłu spożywczego, operator obrabiarek skrawających, piekarz, pracownik pomocniczy mechanika, pracownik pomocniczy obsługi hotelowej, pracownik pomocniczy ślusarza, przetwórca mięsa, ślusarz, technik analityk, technik automatyk, technik awionik, technik budownictwa, technik budownictwa kolejowego, technik budowy dróg, technik chłodnictwa i klimatyzacji, technik eksploatacji portów i terminali, technik elektroenergetyk transportu szynowego, technik elektronik, technik elektryk, technik energetyk, technik garbarz, technik gazownictwa, technik geodeta, technik geolog, technik górnictwa odkrywkowego, technik górnictwa otworowego, technik górnictwa podziemnego, technik informatyk, technik inżynierii sanitarnej, technik inżynierii środowiska i melioracji, technik logistyk, technik lotniskowych służb operacyjnych, technik mechanik, technik mechanik lotniczy, technik mechatronik, technik obuwnik, technik ochrony środowiska, technik odlewnik, technik organizacji turystyki, technik pojazdów samochodowych, technik programista, technik przemysłu metalurgicznego, technik przemysłu mody, technik przeróbki kopalin stałych, technik renowacji elementów architektury, technik robót wykończeniowych w budownictwie, technik spawalnictwa, technik spedytor, technik szerokopasmowej komunikacji elektronicznej, technik pojazdów kolejowych, technik technologii wyrobów skórzanych, technik technologii żywności, technik teleinformatyk, technik telekomunikacji, technik transportu kolejowego, technik urządzeń dźwigowych, technik urządzeń i systemów energetyki odnawialnej, technik wiertnik, wiertacz i technik żywienia i usług gastronomicznych.

A jak wyglądają zarobki w proponowanych profesjach? Analizując uśrednione dane, nie jest kolorowo. Średnia krajowa wynosi obecnie 5182 złote brutto. Trudno w nich liczyć na osiągnięcie takiego pułapu. Względnie na najwięcej mogą liczyć automatycy. Mediana na tym stanowisku wynosi 4930 złotych brutto. Wynika z tego, że ich konto bankowe co miesiąc zyskuje około 3500 złotych. Trzeba jednak zauważyć, że są to jedynie uśrednione dane. 25% automatyków może pochwalić się zarobkami zdecydowanie wyższymi. Wszystko zależy od wykształcenia, umiejętności, doświadczenia i firmy, dla której wykonują swoją pracę. 

Na liście „prognozy zawodowej” znalazł się także zawód typowo wpisany w branżę IT – technik programista. Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że właśnie ten zawód będzie brylował w rankingu zarobków. Tak zapewne by było, gdyby nie fakt, że chodzi o technika programistę. Pracownika, który niekoniecznie musi posiadać w swojej teczce dyplom studiów wyższych. Na ile może liczyć wspomniany technik? Tego do końca nie wiadomo. Co ciekawe, branża IT coraz bardziej stawia na umiejętności, a nie na wykształcenie, dlatego można spodziewać się, że to właśnie kompetencje będą najbardziej wynagradzane.

Eksperci zgodnie przyznają, że w analizie nie uwzględnili zarobków poszczególnych zawodów. Czy może to martwić? Z jednej strony tak, bo interes rynku pracy przedkładany jest nad zadowolenie pracownika. Z drugiej nie, bo jednak dzięki raportowi mogą być oni prawie pewni, że po nabyciu potrzebnych umiejętności, praca będzie już na nich czekać. To bardzo ważne, szczególnie w dzisiejszych czasach. Ogromna rzesza ludzi po ukończeniu studiów jest zmuszona schować swoje dyplomy i dumy do kieszeni na rzecz pracy w innym zawodzie. Niedługo ma się to zmienić.